styczeń w Macondo

styczeń w Macondo

środa, 19 czerwca 2013

Całkiem nieźle idzie nam wypełnianie dokumentów!

Co roku w marcu rodzina Cyganów rozbijała namiot niedaleko wioski i pośród zgiełku piszczałek i bębnów prezentowała mieszkańcom nowe wynalazki. Najpierw przywieźli magnes. Krępy Cygan imieniem Melquiades, z krzaczastą brodą i rękami jak łapki wróbla, dał imponujący pokaz czegoś, co sam nazwał ósmym cudem świata wymyślonym przez uczonych alchemików z Macedonii. Chodził od domu do domu ciągnąc za sobą dwie metalowe sztaby i wszystkich ogarniało przerażenie na widok spadających ze swego miejsca rondli, kotłów, obcęgów i fajerek; drewno trzeszczało, bo gwoździe i śruby rozpaczliwie usiłowały się wyrwać, a zagubione od dawna przedmioty ukazywały się gdzieś, gdzie już tysiące razy bezskutecznie ich szukano, wlokąc się hałaśliwie za magicznym żelazem Melquiadesa. „Przedmioty mają własne życie - wołał Cygan swoim twardym akcentem - trzeba tylko obudzić w nich duszę".
Sto lat samotności Gabriel Garcia Marquez


Mama dzielnie wypełnia skomplikowane dokumenty, a ja w wolnych chwilach wymyślam zabawne napoje, ciastka, przekąski i niespodzianki. Dziś dla przyjemności kupiłyśmy kolorowy wiatrak do naszego ogrodu. Oto krótki film prezentujący jak efektownie porusza nim wiatr:


video

Lena

 Wczorajszy dzień był pełen niepewności. Poruszam się w świecie mi nieznanym, o istnieniu którego wiedziałam, ale nie uczestniczyłam w nim. Żyjąc w fikcyjnej rzeczywistości tworzonych przeze mnie spektakli ocierałam się o realność, czyniąc z niej materiał dla fikcji. Realność? Wydaje mi się, że muszę się nauczyć innego języka i znaków, są one niby mi znajome, ale czuję, że to tylko pozorne. Wypełniłam wniosek, zaniosłam do urzędu, uzyskałam akceptację, a potem tylko niepewność i lęki. I poczucie bycia blondynką, której czytanie ze zrozumieniem sprawia zdecydowanie kłopot. Dzisiejszy poranek przyniósł spotkanie z panią Wiesławą, która okazała się przemiłą osobą i zamieniła świat jak z "Zamku" Kafki w świat "Alicji w krainie czarów". I okazało się, że za tym kryją się ludzie i nie jest obojętne jacy są. Powinniśmy o tym pamiętać, bo sami też często stoimy po drugiej stronie okienka, biurka, telefonu (swoją drogą pani Mirka ma już pewnie dość mojego wydzwaniania). A potem już było tylko coraz bardziej gorąco i gorąco (33 stopnie!)... I mamy kolorowy wiatrak ( kraj pochodzenia Chiny), który się nie kręci, bo o tej godzinie zmierzchu nie ma wiatru.
Julia

Nie spotkałam się jeszcze żeby ktoś tak pisał o wypełnianiu dokumentów!! No, oczywiście oprócz Kafki! 
A wiatrak się kręci, ale tylko wtedy, gdy nikt na niego nie patrzy.... Wstydliwy?
Lena

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz